wtorek, 30 października 2007
Odkryć Mazowsze: między Pilawą a Górą Kalwarią

Jesień w pełni, ale warunki nie są jeszcze tak złe, żeby nie można było pojechać na rowerową wycieczkę. W niedzielę ruszyłem więc na południowy-wschód od Warszawy. Wymieniony w tytule rejon nie jest szerzej znany, oferuje jednak zaskakująco dużo atrakcji turystycznych.

Bardzo ważne jest odpowiednie przygotowanie. Przy opracowaniu trasy użyłem świetnej mapy pt. "Mazowiecki Park Krajobrazowy" wydawnictwa Compass. Zaznaczono na niej i opisano wszystkie zabytki, atrakcje przyrodnicze, pomniki. Poza tym korzystałem z map Demart "Okolice Warszawy".

Ale do rzeczy.

Dojazd do Pilawy nie sprawia oczywiście problemu - pociągi z Warszawy kursują co 1-2 godziny.

Z miasteczka wyruszamy drogą na wschód, przekraczamy szosę lubelską i po kilku chwilach docieramy do miejscowości Trąbki, czy też Trąbki-Czechy. Drugi człon nazwy wziął się od huty szkła, którą założył już w 1835 roku przybyły z Czech Ignacy Hordliczka. Dzisiaj zabudowania huty dzielą się na stare (po lewej stronie szosy od Pilawy) i nowe (po prawej stronie). Niestety, ze względu na niedzielę nie dane było mi zobaczyć starych zabudowań z bliska. Zwiedziłem za to samą miejscowość, która tworzy interesujący przykład osady robotniczej. Budynki mieszkalne pochodzą z różnych epok, od XIX wieku do czasów obecnych.

Jednym z najciekawszych obiektów we wsi jest pomnik twórcy huty, ustawiony bardzo nietypowo na kopcu otoczonym wodą. Jest dosyć niesamowity. (Przy okazji dziękuję panu, który wskazał mi to miejsce!)

Jedziemy jeszcze chwilę na wschód, i za zakrętem odbijamy w prawo drogą gruntową. Przejeżdżamy linię kolejową i drogą leśną docieramy do miejscowości Jagodne, a następnie Miętne (zob. mapę powyżej). Jesteśmy w pobliżu Garwolina, tym razem jednak ominiemy miasto na rzecz innych atrakcji. W Miętnem znajduje się dwór, zbudowany przez rosyjskiego oficera po powstaniu listopadowym. Obecnie odremontowany, jest siedzibą jednej z agencji rządowych. Park wokół dworu to teren otwarty dla ludności.

Kierujemy się na zachód, drogą asfaltową, która zmienia się po niedługim czasie w gruntową. Jedziemy prosto, głównym szlakiem. Po przekroczeniu torów droga wpada do lasu i robi się piaszczysta, co znacznie utrudnia przejazd. Docieramy w końcu do podłużnego wzgórza zwanego Łuczną Górą, i odbijamy w prawo do miejscowości Łucznica. Droga asfaltowa przez wieś (sporo zabudowy drewnianej!) prowadzi do skrzyżowania, w pobliżu którego znajduje się kolejny XIX-wieczny dwór.

Ruszamy dalej. W tym miejscu przechodzi także szlak pieszy koloru niebieskiego do Otwocka.

Przy wjeździe do lasu odbijamy w lewo i po kilku minutach osiągamy wieś Górki, położoną malowniczo nad rzeczką Bełch. Górki słyną z drewnianej zabudowy oraz potężnego pomnikowego dębu (obwód 780 cm!). We wsi znalazłem chatę krytą strzechą:

 

Przykład domu drewnianego. Zwraca uwagę zdobienie okien i wejście.

W sklepie spożywczym w Górkach spotkałem bardzo miłych ludzi, zainteresowanych moją działalnością fotograficzną :)

Kontynuujemy jazdę na zachód. Szlak znów trudny, piaszczysty. Po niedługim jednak czasie docieramy do skrzyżowania szos na przedpolach Osiecka. Kierujemy się wygodną drogą do miejscowości Sobienie-Jeziory. W Sobienkach kolejny pomnikowy dąb w fantastycznym kolorze:

Ostatnia część mapy:

W Sobieniach Szlacheckich można zobaczyć klasycystyczny pałac Jezierskich z XIX w. Obecnie, wraz z otaczającymi zabudowaniami, w remoncie. Należy odbić brukowaną drogą 200 m w lewo.

Wracamy do drogi asfaltowej, którą przyjechaliśmy, przekraczamy szosę Warszawa-Puławy i wjeżdżamy do miejscowości Sobienie-Jeziory. Nosi ona wyraźny charakter miasteczka, z placem przypominającym rynek. Zwraca uwagę pomnik wojenny oraz kościół.

Nie zatrzymujemy się na długo. Zjeżdżamy w dolinę Wisły (Piwonin), a następnie za wsią skręcamy w prawo, w drogę oznaczoną znakiem "ślepa". Za moment będziemy na brzegu. Po prawej stronie widzimy ciekawy pomnik ustawiony tuż po wojnie (data 15 lipca 1945), upamiętniający walkę mieszkańców Piwonina w 1939 roku.

Pokonujemy wał przeciwpowodziowy. Stąd daleko już nie zajedziemy. W niedzielę nad Wisłą unosiła się mgła... Jest piękna, jednak musi być czystsza. Po powierzchni pływała jakaś dziwna substancja...

Cofamy się nieco i drogą wzdłuż wału kierujemy na północ, aż do Radwankowa. Po przekroczeniu szosy Warszawa-Puławy drogą polną docieramy do Warszawic.

Mówią "last but not least", i to chyba dobre podsumowanie tego, co zobaczyłem w Warszawicach. Osiemnastowieczny drewniany kościół z bramą wyglądającą jak łuk triumfalny! Na bramie rok - 1809.

Warto zobaczyć.

W ten sposób udało się zrealizować cały plan wycieczki. Odległość z Pilawy do Warszawic proponowaną trasą wynosi około 50 km. Pozostawała jeszcze kwestia powrotu. Nie dysponowałem własnym transportem samochodowym, miałem więc do wyboru opcje dojazdu do najbliższej stacji kolejowej - w Pilawie, Otwocku lub Czachówku na linii radomskiej. Żadna jednak ze stacji nie była na tyle blisko, żeby opłacało się nadkładać drogi i czekać na pociąg. Dlatego zdecydowałem się na rozwiązanie dla zaawansowanych - powrót rowerem bezpośrednio do Warszawy przez Górę Kalwarię. Z Warszawic na mój Mokotów było to około 45 km, które pokonałem w 2 godziny (z czego jestem bardzo dumny :)).

Polecam wszystkim odkrywanie okolic Warszawy. To, co inni uważają za mało interesujące, często kryje prawdziwe skarby.

czwartek, 25 października 2007
Po-wiśle do morza

Dziś rano na Powiślu. Godziny porannego szczytu. Pośpiech. W głębi Tamka, jak zwykle o tej porze zatłoczona. Z tego miejsca mam rzut kamieniem do pracy :)

Do zrobienia tego zdjęcia zainspirował mnie właściwie widoczny w lewym górnym rogu bilbord - to reklamuje się moje miasto rodzinne. W Gdyni trwa właśnie budowa Trasy Kwiatkowskiego, łączącej port z obwodnicą trójmiejską. Na morenowych wzgórzach powstają estakady wysokości kilkudziesięciu metrów.

Spędziłem w Gdyni ponad 20 lat, i mam do niej duży sentyment. Nie bez przyczyny coś drgnie w sercu, gdy widzę w Warszawie auto z rejestracją GA. Ciekawe, że to samo się dzieje, kiedy zobaczę WE, WI, WU, WB,... gdziekolwiek indziej w Polsce :)

niedziela, 21 października 2007
Miasteczko Falenica

Chociaż od 1951 roku jest częścią Warszawy, Falenica ma swój niepowtarzalny, małomiasteczkowy klimat. Lubię tam zaglądać, najczęściej przejazdem, gdy wybieram się na wycieczkę po przyległych lasach. Dzisiaj jednak postanowiłem wybrać się tam specjalnie rowerem.

Oto, co utrwaliłem:

ul. Młoda - budynek przedwojenny, brukowany placyk. Obraz nieco zaburzony przez nowe okna :)

Budownictwo drewniane, którego sporo przykładów zachowało się między Otwockiem a Warszawą. Włókiennicza/ Popradzka.

W tym budynku spodobały mi się balkony i kolumny przed wejściami. Włókiennicza.

Pierzeja przy ul. Młodej. Leniwa niedziela...

Stacja Warszawa Falenica. Budynek drewniany to pierwszy dworzec z około 1900 roku. Na dalszym planie jego następca, architektura wskazuje na okres przedwojenny. I ten budynek nie jest już jednak używany.

Zaniedbane wnętrze dworca Falenica.

Architektura peronowa. Pochodzi chyba z lat 60. - identycznego typu wiaty znajdują się na stacjach aż do Wawra. Przydałby się remont...

PS. Poprawka - czas powstania tej wiaty został zweryfikowany na lata 30.! Świetny przykład modernizmu międzywojennego.

Nieco dalej, w sąsiednim Aleksandrowie, znajduje się stary niemiecki cmentarz. Obecnie bardzo zaniedbany, posiada jednak dobrze zachowane płyty nagrobne z końca XIX i I poł. XX wieku. Napisy na płytach są w języku niemieckim. Na płycie pokazanej powyżej podpisał się też wykonawca - z ul. Młynarskiej 34.

sobota, 20 października 2007
Rosyjska ruletka

Tym razem o festiwalu filmowym w Warszawie, który trwa od tygodnia, i o jednym z filmów, a konkretnie produkcji rosyjskiej "Leningrad". Wobec wielkiej liczby pokazywanych filmów, koniecznością staje się wybór, oparty przede wszystkim o krótkie streszczenie przygotowane przez organizatorów. Jest to ruletka, bo ciekawa w założeniu fabuła nie zawsze, jak się okazuje, ciągnie za sobą porywające dzieło, i vice versa zresztą.

Takie było moje doświadczenie również w tym roku. Z jednym zastrzeżeniem: decyzję co do kupna biletów podejmowałem dość późno, i nie na wszystkie filmy udało mi się załapać z powodu braku miejsc. To mogę uznać za swój błąd.

Wspominany "Leningrad" jest opowieścią o brytyjskiej dziennikarce uwięzionej w mieście w czasie 900-dniowej blokady przez wojska niemieckie. Film ma swoje plusy i minusy, niestety moim zdaniem te drugie przeważają... Do plusów zaliczyć należy na pewno efekty specjalne (realizm walki, wojny, śmierci) oraz pokazanie tragedii oblężenia - czym ono było dla zwykłych ludzi,  na jakich niewielkich racjach żywnościowych musieli polegać, jaki panował głód. Film zrealizowany bardzo sprawnie technicznie. Poza tym zainteresowało mnie wytyczanie szlaku zimowego po zamarzniętym jeziorze Ładoga.

Minus - który zdecydowanie utrudniał odbiór filmu - to nieznośny czasem patos, szczególnie w wykonaniu dzieci. Wypowiadane przez nie wzniosłe kwestie były żenująco nieautentyczne. Zresztą generalnie dialogi wydały mi się papierowe, bez wyrazu, brakowało bohaterów z krwi i kości. Ponadto - chyba z połowa filmu zagrana była po angielsku, ponieważ uwięziona w Leningradzie dziennikarka porozumiewała się ze wszystkimi w tym języku! Nawet z rosyjskimi dziećmi, co wśród publiczności wywołało delikatny szmer szyderstwa.

Raczej nie polecam.

Ocena: 3/6

środa, 17 października 2007
Słońce na przestrzał

Sielski wiejski obrazek... Łazienki, ósma rano.

 
1 , 2 , 3