Kategorie: Wszystkie | Warszawa! | GTWb | Kulturalnie | Miejsca | Rowerem lub biegiem | Wydarzenia i opinie
RSS
czwartek, 05 marca 2009
Półmaraton w Wiązownie

Lubię biegać. Bieganie oczyszcza mój umysł, uwalnia go od stresu. Jeśli wychodzę z domu zdenerwowany, po godzinie ruchu czuję się spokojny, mam jaśniejsze myśli, otwieram się na rzeczywistość. Dzięki działaniu endorfin, zwanych hormonami szczęścia, mam świetny nastrój. Bieganie rozwija konsekwencję i silną wolę, szczególnie gdy trzeba wyjść na dwór wieczorem przy kilku stopniach mrozu ;) Jeśli uprawiane mądrze, ma ono też dobroczynny wpływ na zdrowie fizyczne. Poprawia kondycję, sylwetkę, wzmacnia serce. Jest też niezłym sposobem na poznanie swojej okolicy i nie tylko. Mieszkając na Mokotowie, w ciągu godziny jestem w stanie obiec pół dzielnicy i dotrzeć do miejsc, do których nie dotarłbym pewnie spacerem. Bieganie w lesie lub po parku pozwala na kontakt z przyrodą, niezależnie od pory roku.

Po pewnym czasie każdy niemal biegacz amator zaczyna startować w zawodach z podobnymi jak on hobbystami. Chętnych do wspólnego biegania przybywa, reprezentują bardzo zróżnicowany poziom, ale łączy ich przyjemność z uprawiania tego sportu. Warszawskie środowisko biegaczy należy do najprężniejszych w kraju, co tydzień można sprawdzić się w większych lub mniejszych zawodach w okolicy.

W ostatnią niedzielę miałem okazję uczestniczyć w Półmaratonie w Wiązownie pod Warszawą. Była to już 29. edycja tej imprezy, rozgrywanej na tradycyjnym dystansie 21,097 km. Trasa biegu poprowadzona była drogami asfaltowymi z Wiązowny do Glinianki i z powrotem (na podst. Google Maps):

Pogoda dopisała, była wręcz znakomita, bardzo wiosenna. Zważywszy na fakt, że jeszcze tydzień wcześniej zmagaliśmy się z solidną zimą, uznać to należy za rodzaj cudu. Było dość ciepło, świeciło słońce i wiał lekki wiaterek, warunki niemal idealne dla zawodników. Możliwe, że również dlatego pobity został rekord frekwencji. Dystans 21 z kawałkiem kilometrów pokonało w tym roku ponad 600 osób! Na mecie na każdego zawodnika czekał bardzo oryginalny medal i posiłek.

A tak wyglądał start biegu. Biegniemy główną ulicą Wiązowny w kierunku zabytkowego kościoła. Szczególnie zwracam uwagę na zawodnika z numerem 44 ;)

(źródło: www.maratonypolskie.pl)

środa, 03 września 2008
Biegamy

Nie przepadam raczej za imprezami stricte komercyjnymi, które mają na celu promocję konkretnej firmy, nawet jeśli są one społecznie pożyteczne. W tej imprezie jednak po pewnym wahaniu wziąłem udział. Będąc biegaczem-hobbystą nie mogłem sobie odmówić uczestnictwa w zawodach prowadzących głównymi ulicami mojego miasta.

W ostatnią niedzielę stawiłem się więc na start Nike Human Race na Czerniakowskiej i ruszyłem, a ze mną ponad 10 tysięcy innych osób. Nie wszyscy trenowali przed startem, ale ci bardziej zmęczeni mogli spokojnie przejść w marsz, ponieważ na pokonanie odległości 10 kilometrów ustanowiono limit czasu dwie godziny. Każdy zdążył na metę.

Widok czerwonego tłumu wspinającego się pod górę ulicą Belwederską był niezapomniany. Na półmetku (ulica Marszałkowska) zorganizowano wodopój i punkt fotograficzny, z którego pochodzi poniższe zdjęcie. Gdzieś tam jestem :)

Bieganie daje wiele radości, chociaż początki są trudne. Jednak kto wytrzyma pierwsze tygodnie treningu, ten łapie bakcyla. Po treningu odczuwa się rodzaj szczęścia :)

(źrodło: www.nikehumanrace.pl)

niedziela, 16 grudnia 2007
Zimowo rowerowo

Pogoda niepogoda - jeździć trzeba :)

wtorek, 30 października 2007
Odkryć Mazowsze: między Pilawą a Górą Kalwarią

Jesień w pełni, ale warunki nie są jeszcze tak złe, żeby nie można było pojechać na rowerową wycieczkę. W niedzielę ruszyłem więc na południowy-wschód od Warszawy. Wymieniony w tytule rejon nie jest szerzej znany, oferuje jednak zaskakująco dużo atrakcji turystycznych.

Bardzo ważne jest odpowiednie przygotowanie. Przy opracowaniu trasy użyłem świetnej mapy pt. "Mazowiecki Park Krajobrazowy" wydawnictwa Compass. Zaznaczono na niej i opisano wszystkie zabytki, atrakcje przyrodnicze, pomniki. Poza tym korzystałem z map Demart "Okolice Warszawy".

Ale do rzeczy.

Dojazd do Pilawy nie sprawia oczywiście problemu - pociągi z Warszawy kursują co 1-2 godziny.

Z miasteczka wyruszamy drogą na wschód, przekraczamy szosę lubelską i po kilku chwilach docieramy do miejscowości Trąbki, czy też Trąbki-Czechy. Drugi człon nazwy wziął się od huty szkła, którą założył już w 1835 roku przybyły z Czech Ignacy Hordliczka. Dzisiaj zabudowania huty dzielą się na stare (po lewej stronie szosy od Pilawy) i nowe (po prawej stronie). Niestety, ze względu na niedzielę nie dane było mi zobaczyć starych zabudowań z bliska. Zwiedziłem za to samą miejscowość, która tworzy interesujący przykład osady robotniczej. Budynki mieszkalne pochodzą z różnych epok, od XIX wieku do czasów obecnych.

Jednym z najciekawszych obiektów we wsi jest pomnik twórcy huty, ustawiony bardzo nietypowo na kopcu otoczonym wodą. Jest dosyć niesamowity. (Przy okazji dziękuję panu, który wskazał mi to miejsce!)

Jedziemy jeszcze chwilę na wschód, i za zakrętem odbijamy w prawo drogą gruntową. Przejeżdżamy linię kolejową i drogą leśną docieramy do miejscowości Jagodne, a następnie Miętne (zob. mapę powyżej). Jesteśmy w pobliżu Garwolina, tym razem jednak ominiemy miasto na rzecz innych atrakcji. W Miętnem znajduje się dwór, zbudowany przez rosyjskiego oficera po powstaniu listopadowym. Obecnie odremontowany, jest siedzibą jednej z agencji rządowych. Park wokół dworu to teren otwarty dla ludności.

Kierujemy się na zachód, drogą asfaltową, która zmienia się po niedługim czasie w gruntową. Jedziemy prosto, głównym szlakiem. Po przekroczeniu torów droga wpada do lasu i robi się piaszczysta, co znacznie utrudnia przejazd. Docieramy w końcu do podłużnego wzgórza zwanego Łuczną Górą, i odbijamy w prawo do miejscowości Łucznica. Droga asfaltowa przez wieś (sporo zabudowy drewnianej!) prowadzi do skrzyżowania, w pobliżu którego znajduje się kolejny XIX-wieczny dwór.

Ruszamy dalej. W tym miejscu przechodzi także szlak pieszy koloru niebieskiego do Otwocka.

Przy wjeździe do lasu odbijamy w lewo i po kilku minutach osiągamy wieś Górki, położoną malowniczo nad rzeczką Bełch. Górki słyną z drewnianej zabudowy oraz potężnego pomnikowego dębu (obwód 780 cm!). We wsi znalazłem chatę krytą strzechą:

 

Przykład domu drewnianego. Zwraca uwagę zdobienie okien i wejście.

W sklepie spożywczym w Górkach spotkałem bardzo miłych ludzi, zainteresowanych moją działalnością fotograficzną :)

Kontynuujemy jazdę na zachód. Szlak znów trudny, piaszczysty. Po niedługim jednak czasie docieramy do skrzyżowania szos na przedpolach Osiecka. Kierujemy się wygodną drogą do miejscowości Sobienie-Jeziory. W Sobienkach kolejny pomnikowy dąb w fantastycznym kolorze:

Ostatnia część mapy:

W Sobieniach Szlacheckich można zobaczyć klasycystyczny pałac Jezierskich z XIX w. Obecnie, wraz z otaczającymi zabudowaniami, w remoncie. Należy odbić brukowaną drogą 200 m w lewo.

Wracamy do drogi asfaltowej, którą przyjechaliśmy, przekraczamy szosę Warszawa-Puławy i wjeżdżamy do miejscowości Sobienie-Jeziory. Nosi ona wyraźny charakter miasteczka, z placem przypominającym rynek. Zwraca uwagę pomnik wojenny oraz kościół.

Nie zatrzymujemy się na długo. Zjeżdżamy w dolinę Wisły (Piwonin), a następnie za wsią skręcamy w prawo, w drogę oznaczoną znakiem "ślepa". Za moment będziemy na brzegu. Po prawej stronie widzimy ciekawy pomnik ustawiony tuż po wojnie (data 15 lipca 1945), upamiętniający walkę mieszkańców Piwonina w 1939 roku.

Pokonujemy wał przeciwpowodziowy. Stąd daleko już nie zajedziemy. W niedzielę nad Wisłą unosiła się mgła... Jest piękna, jednak musi być czystsza. Po powierzchni pływała jakaś dziwna substancja...

Cofamy się nieco i drogą wzdłuż wału kierujemy na północ, aż do Radwankowa. Po przekroczeniu szosy Warszawa-Puławy drogą polną docieramy do Warszawic.

Mówią "last but not least", i to chyba dobre podsumowanie tego, co zobaczyłem w Warszawicach. Osiemnastowieczny drewniany kościół z bramą wyglądającą jak łuk triumfalny! Na bramie rok - 1809.

Warto zobaczyć.

W ten sposób udało się zrealizować cały plan wycieczki. Odległość z Pilawy do Warszawic proponowaną trasą wynosi około 50 km. Pozostawała jeszcze kwestia powrotu. Nie dysponowałem własnym transportem samochodowym, miałem więc do wyboru opcje dojazdu do najbliższej stacji kolejowej - w Pilawie, Otwocku lub Czachówku na linii radomskiej. Żadna jednak ze stacji nie była na tyle blisko, żeby opłacało się nadkładać drogi i czekać na pociąg. Dlatego zdecydowałem się na rozwiązanie dla zaawansowanych - powrót rowerem bezpośrednio do Warszawy przez Górę Kalwarię. Z Warszawic na mój Mokotów było to około 45 km, które pokonałem w 2 godziny (z czego jestem bardzo dumny :)).

Polecam wszystkim odkrywanie okolic Warszawy. To, co inni uważają za mało interesujące, często kryje prawdziwe skarby.

poniedziałek, 01 października 2007
Rowerem z Modlina do Warszawy

Korzystając ze sprzyjającej pogody postanowiłem wybrać się rowerem w okolice Modlina. Proponowana trasa do Warszawy ma nieco ponad 50 km - w sam raz dla średnio zaawansowanego rowerzysty. Polecam!

Dojazd pociągiem do stacji w Modlinie (z Dworca Gdańskiego) zajmuje około godziny.

Poniżej mapka pierwszej części trasy (źródło: Okolice Warszawy: zachód; Demart 2005). Numery oznaczają kolejne zdjęcia:

Kierujemy się w stronę mostu drogowego na Narwi. Widok w kierunku zachodnim:

Po prawej zabudowania Twierdzy Modlin, po lewej - ruiny spichlerza, który "grał" m.in. zamek w filmie "Pan Tadeusz".

Ta część wycieczki nie jest zbyt przyjemna ze względu na duży ruch samochodowy, czym prędzej dojeżdżamy więc do drugiego mostu - na Wiśle. Uwaga: na most nie wjeżdżamy jezdnią; kierujemy się na prowadzący prawą stroną wygodny chodnik.

Kazuń Nowy - za skrzyżowaniem, główną drogą przejeżdżamy około 200 metrów. Po prawej, w odległości 50 m od szosy, znajduje się budynek dawnego zboru Mennonitów.

Za Wikipedią: Mennonici byli holenderskimi osadnikami, którzy w wyniku prześladowań religijnych przybyli na tereny polskie w XVI wieku. Osiedlali się przede wszystkim na Żuławach i w dolinie Wisły, przyczyniając się do rozwoju gospodarczego tych terenów (osuszyli znaczne połacie bagien). Byli niezwykle pracowici. Po I rozbiorze uchodzili z Polski lub ulegli germanizacji.

Naprzeciw zboru, za wałem przeciwpowodziowym po drugiej stronie drogi, znajdują się pozostałości mennonickiego cmentarza. Obecnie zaniedbane. Sam budynek zboru jest dzisiaj zamieszkany (mieszkańcy są otwarci i przyzwyczajeni do zwiedzających).

Widok ujścia Narwi z mostu drogi Warszawa-Gdańsk:

W Kazuniu Nowym przekraczamy szosę Warszawa-Gdańsk lokalnym wiaduktem drogowym. Objeżdżamy niewielkie jeziorko (Dolne). W miejscowości Kazuń-Bielany zwraca uwagę budynek kościoła.

Przekraczamy drogę nr 579 (Nw. Dwór-Grodzisk Maz.). Zbliżamy się do lasów Kampinoskiego Parku Narodowego. Po prawej mijamy dawny Fort 6 twierdzy Modlin (teren wojskowy). Przez wsie Jesionka i Łosia Wólka (droga na przemian asfaltowa i gruntowa) dojeżdżamy do zwartego terenu KPN. Po wjeździe na teren leśny docieramy do zadbanej kapliczki położonej pod koroną jednego z drzew.

Jest to jednocześnie miejsce styku z czarnym szlakiem, który doprowadzi nas do cmentarza w Palmirach. Mimo, że droga jest trudna, piaszczysta, można na niej spotkać wielu rowerzystów i spacerujących, a o tej porze roku też grzybiarzy. Gdzie się da, warto korzystać z wyjeżdżonej ścieżki, znajdującej się obok.

Tuż przed Palmirami, po prawej stronie napotykamy małe bagienko, szczególnie piękne pod słońce:

Cmentarz w Palmirach. Wielka odkryta przestrzeń pośrodku lasu. Zawsze robi wrażenie. Tu leżą m.in. Janusz Kusociński, olimpijczyk, i Maciej Rataj, marszałek sejmu.

Jedziemy dalej drogą w kierunku Truskawia. Niestety jest to bruk, wobec czego trzeba korzystać z wąskiego gruntowego pobocza. Po około 1,5 km odbijamy razem z zielonym szlakiem drogą na Sieraków.

Dalsza część trasy to już dojazd do Warszawy. Na tym odcinku postawiłem na sport, czyli jak najszybsze pokonywanie kilometrów. W takiej scenerii wysiłek jest przyjemnością. Drogą Łączniczek AK (za Sierakowem, wyraźnie oznaczoną) docieramy do Lasek, przejeżdżamy obok zakładu dla niewidomych i skręcamy w prawo w ulicę Partyzantów. Przekraczamy drogę Truskaw-Warszawa i dalej prosto, ulicą Szymanowskiego, osiągamy Klaudyn. Dotarcie do Bemowa jest już tylko kwestią czasu.