środa, 20 czerwca 2012
Akcja 56: Warszawa z dzieciństwa

Dzisiaj występy gościnne :) Oddaję głos osobie, która w Warszawie się urodziła i czuje się bardzo związana z jedną z warszawskich dzielnic.

T.

-----------------

Zastanawiałam się jak zdefiniować Warszawę mojego dzieciństwa i stwierdziłam, że granice mojego ówczesnego świata wyznaczały, niczym słupy graniczne, trzy górki, na których spędzaliśmy sporo czasu o każdej porze roku. Odwiedziłam je wszystkie z okazji tego wpisu i stwierdziłam, że jakoś zmalały i straciły sporo ze swej stromizny przez te lata. A może po prostu zmienił się mój punkt widzenia.

Górka podupadła – Gocław

To była najpoważniejsza z górek, na których bywaliśmy. Rodzice mówili, że idziemy na lotnisko, co już wtedy nie miało racji bytu, jakkolwiek za górką rozciągała się jeszcze zupełnie niezabudowana zieleń. Górka była dość wysoka i zwłaszcza z od strony Gocławia dość stroma. Sturlanie się z niej czy też zjechanie rowerem z ostrym kołem było nie lada wyczynem. Teraz z drugiej strony, zamiast rozległej łąki biegnie ulica Nowaka-Jeziorańskiego i stoją bloki okolicznych osiedli. 

Za to ulica Cyrklowa oraz okrutny dla kolan i łokci asfaltowy placyk pozostały bez zmian. 

Pojawił się też nowy element w widoku. Przytłaczający Saską Kępę z każdej strony Stadion Narodowy.

Górka zabudowana: Ogródek Jordanowski przy Nobla

Górka najczęściej przez nas odwiedzana, ale też traktowana najmniej poważnie. Miała znaczną konkurencję w postaci innych rozrywek jordanka, jak choćby huśtawek. Były bardzo wysokie i można było się świetnie na nich rozbujać, a nawet spróbować zeskoczyć w biegu. Po jednej z takich ewolucji  bliskość szpitala na Niekłańskiej okazała się nie od przecenienia. Teraz górkę zabudowano Centrum Pracy Pozaszkolnej o dość kontrowersyjnej urodzie, i jest zamknięta.

Na szczęście reszta otoczenia mało się zmieniła.

Górka urokliwa – Park Skaryszewski

Była to górka stosunkowo najrzadziej odwiedzana, jakkolwiek dostarczała dodatkowych atrakcji: a to fontanna, w której zawsze można było się zachlapać ku uciesze rodziców, a zimą była szansa, jeśli się dobrze rozpędzić, żeby zjechać na sankach na jezioro i zaliczyć tam piękny poślizg. 

Na szczęście, pomimo różnych zachodzących zmian i górka i fontanna nadal trwają w stanie urokliwym i wciąż stanowią atrakcję dla młodszych i starszych spacerowiczów.

H.

21:21, tomasz_mos , GTWb
Link Komentarze (8) »
czwartek, 14 czerwca 2012
Przed meczem Polska-Rosja

Kilka obrazków sprzed meczu Polska-Rosja na Narodowym, już po chuligańskich zajściach. Biletu na mecz nie miałem, ale zrobiłem sobie mały spacer, aby poczuć klimat imprezy. Przemieszczałem się z Pragi Północ do ronda Waszyngtona, a następnie przez most Poniatowskiego w kierunku metra Centrum, a więc przez większą część spaceru przeciwnie do ruchu kibiców idących na mecz.

Zdjęcia wykonane zostały około godziny 19, kiedy sytuacja wróciła mniej więcej do normy. Pozostaje refleksja, że szkoda, że małe grupki kretynów robią złą opinię całemu krajowi.

Wejście od Al. Zielenieckiej

sobota, 26 maja 2012
Wyjątkowo zimny maj

Pojechaliśmy w ubiegłym tygodniu na kilka dni w Tatry zaznać górskiej wiosny, a zastała nas pełnia zimy! Żal, że nie było takiej w Warszawie i okolicach w tym sezonie.

W drodze z Kuźnic na Halę Gąsienicową:

Na Hali Gąsienicowej:

Czarny Staw Gąsienicowy na wysokości 1620 m n.p.m. Dotarcie do tego miejsca wymagało przedarcia się przez zaspy, które niekiedy sięgały kolan. Wyżej nie byliśmy w stanie iść.

Następnego dnia chcieliśmy wejść na Giewont, ale w tych warunkach okazało się to niemożliwe. Zatrzymaliśmy się u podnóża góry. Tamtego dnia nie spotkaliśmy nikogo, kto zdobyłby szczyt.

W drodze do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Tutaj jeszcze kawałek wiosny, ale okazało się to złudne...

...ponieważ wyżej wciąż leżało mnóstwo śniegu. Paradoksalnie, słońce świeciło na tyle mocno, że można było być dosyć lekko ubranym. Rozgrzewał nas też wysiłek włożony w pokonywanie zasp śnieżnych.

Po lewej schronisko w Dolinie Pięciu Stawów, najwyżej położone w Polsce.

Widok na dwa z pięciu stawów.

Strome i wąskie zejście ze schroniska. Ślisko. Na tym odcinku najadłem się trochę strachu :) Ale widok piękny.

21:32, tomasz_mos , Miejsca
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 maja 2012
Nad Bzurą

Kilka wrażeń z wycieczki nad Bzurę, do Brochowa i Tułowic, na północ od Sochaczewa. Teren ten jest ciekawy nie tyle ze względów przyrodniczych, lecz z powodu kilku cennych pamiątek historycznych.

Mapka przedstawia kluczowe punkty wycieczki. Poruszaliśmy się pieszo, co nie było łatwe ze względu na panujący tamtego dnia upał. Wycieczkę po okolicy można też odbyć rowerem, chociaż obszar jest położony dość daleko od Warszawy, zatem wskazany jest przejazd pociągiem do Sochaczewa.

Rozpoczęliśmy w Brochowie, gdzie znajduje się charakterystyczny warowny kościół. W kościele tym ochrzczony został Fryderyk Chopin. We wsi urządzono nawet mały skwer ku czci kompozytora, ale naszym zdaniem nie był zbyt ładny, więc nie zrobiliśmy zdjęcia ;)

W najbliższej okolicy rozgrywały się w 1939 roku dramatyczne wydarzenia Bitwy nad Bzurą, która była jedyną poważną akcją zaczepną wojska polskiego przeciwko Niemcom podczas kampanii wrześniowej. Połączone siły Armii Poznań i Pomorze przez 9 dni wiązały znaczące siły niemieckie na obszarze od Kutna i Łęczycy po Łowicz i Sochaczew, przeprowadzając kilka udanych ataków w kierunku Łodzi, z szansą nawet na odbicie zdobytego już przez Wehrmacht miasta. Różnica sił spowodowała jednak w końcu załamanie polskiej ofensywy. Oddziały polskie zostały otoczone w kotle na zachód od Sochaczewa, podjęły próbę przedostania się przez rzekę Bzurę w kierunku Kampinosu i Warszawy, i poniosły znaczące straty. Główną przeprawą był most w Witkowicach koło Brochowa, gdzie dzisiaj stoi pomnik. Pomnik składa się z tablicy pamiątkowej (później dołożono kolejną) oraz elementu w postaci kół, symbolizujących pokonaną polską artylerię.

Sam most jest ciekawą konstrukcją. Metalowy, o jednym pasie jazdy i nawierzchni drewnianej w postaci desek, przez co przejeżdżające auta powodują charakterystyczny hałas.

Dalsza część spaceru - rozlana, wijąca się Bzura w okolicach Tułowic. Rzeka jest na tyle czysta, że funkcjonuje jako szlak kajakowy, jest również miejscem wypoczynku piknikowo-wędkarskiego.

W Tułowicach chcieliśmy zobaczyć z bliska dwór z XIX wieku, jednak nie udało się to za bardzo, bo stanowi on razem z parkiem i budynkami gospodaczymi teren prywatny i jest odgrodzony. Dodatkowo terenu pilnuje kilka wściekłych psów, więc nie można nawet popatrzeć przez płot dłużej niż kilka sekund. Jak na mój gust coś jest z tym nie tak. Udało nam się tylko zrobić dwa zdjęcia z oddali.

 

Pomimo pewnych niedogodności, ogólnie jednak wypad należy uznać za udany.

01:38, tomasz_mos , Miejsca
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 marca 2012
Otwarcie mostu Północnego

Wczoraj, tuż przed otwarciem, przespacerowaliśmy się nowym warszawskim mostem. Oto kilka wrażeń z tego wypadu.

Szliśmy od stacji metra Młociny. Straż Miejska obstawiała wszystkie wjazdy, próbując nie wpuszczać na jezdnię rowerzystów ani pieszych. Ale przechytrzenie jej nie było trudne.

Pierwszy widok na Tarchomin:

Generalnie most, jak i drogi dojazdowe do niego, w swojej obecnej postaci dostosowane są tylko dla potrzeb samochodów. Brak ścieżki rowerowej, a chodniki są bardzo wąskie. Styl bardziej autostradowy niż miejski. Trochę mnie to rozczarowało, bo liczyłem raczej na rozwiązanie podobne do mostu Siekierkowskiego, z szerokimi udogodnieniami dla pieszych i rowerzystów po obu stronach.

Wisła wygląda pięknie w tym miejscu, jest okazalsza niż gdzie indziej w Warszawie. Z mostu widać kościół pokamedulski na Bielanach (UKSW), a w oddali majaczy PKiN. Sąsiedni most Grota jest prawie niewidoczny.

Uroda konstrukcji nie dorównuje dwóm poprzednim warszawskim mostom, wyposażonym w oryginalne pylony. Powodem były, z tego co wiem, kwestie ochrony ptaków. 

Zbliżała się godzina otwarcia mostu. Na czele parady motocykliści oraz dwa autobusy. Podobno do jednego z nich wsiadła prezydent Warszawy (niecodzienne przeżycie dla niej ;)). Grupka gapiów i dziennikarzy. Przecinania wstęgi nie było. Kilka minut po 12 ruszyli.

Zejście z mostu na prawy brzeg Wisły odbywało się już przy otwartym ruchu ulicznym, trochę na dziko. Normalnego chodnika brak.

Niestety zauważyliśmy pierwsze ślady dewastacji na nowym przystanku autobusowym.

Podsumowując, nie jest to mój faworyt wśród warszawskich mostów, ale dobrze, że został zbudowany. Teraz z niecierpliwością czekam na dokończenie trasy tramwajowej.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31